sobota, 17 lipca 2010

wejście na Mt Blanc II

wcześnie rano zwijamy się,
co prawda przed nami niezbyt długa droga -
jakieś 500-600 m wyżej jest następne schronisko
Goutiera (ok. 3800 m n.p.m.),
ale musimy przekroczyć dość niebezpieczny żleb,
w którym sypią się kamienie.
A im wcześniej, tym ten cały gruz jest
bardziej związany lodem i mniej się sypie.

Na miejscu okazuje się, że stalówka
do asekuracji jest daleko od ścieżki.
Taśm wystarcza tylko dla mnie (nie mamy liny).
Na szczęscie nic się nie sypało.
Potem jeszcze jakieś 2 godziny drogi
stromą ścieżką (z poręczówkami)
i około 9 rano jesteśmy już w schronisku.

Tym razem pod namiotami biwakują sami Polacy.
Trochę wstyd, bo w około słychać wiele słów
na "k" i na "p" i wiele innych liter.
Rozstawiamy namiot w jednej
z przygotowanych przez poprzedników "dziur"
i nieco umacniamy ścianki.
Przez cały dzień trochę śpimy, trochę jemy.

W nocy chcemy atakować szczyt.
Wieczorem podoga się psuje, pada grad, jest burza.
Zobaczymy, co będzie w nocy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz