czwartek, 18 listopada 2010

jeść!

jakoś w tym roku dłuży się ta jesień.
być może pamięć mnie myli, ale chyba rok temu
krótszy był okres między latem a zimą.
a z pewnością w Tatrach śnieg spadł już w październiku
i w listopadzie można było się już wspinać na zimowo.

teraz w górach jest co najwyżej mokra plucha
i ani tu się powspinać letnio ani zimowo.
dobrze, że chociaż zaliczyłam dzień wspinaczkowy
na Jurze, o którym pisze Ava tutaj.

dziś jeździłam na rowerze w zimnej mżawce (brrr)
wyjechałam poza miasto i na niedawno jeszcze
zielonych polach zobaczyłam tylko stado czarnych ptaszysk
wyjadających resztki zebranych już dyni.

wróciłam do domu cała w kropki - z błota.
czas pomyśleć o rękawiczkach z palcami na rower,
i cieplejszej czapce na biegi.

nie wiem, czy to za sprawą zbliżającej się zimy,
czy też mojego nowego programu treningowego,
który zaczęłam w poniedziałek (na razie idzie zgodnie z planem),
w każdym razie ciągle jestem głodna.

podczas dzisiejszej jazdy na rowerze,
ostatnie kilometry upłynęły mi na wyobrażaniu sobie
co zjem na śniadanie (pojechałam na czczo).
co ciekawe, mam przede wszystkim ochotę na białko.

dzisiaj zjadłam: 2 gotowane jajka, 250g białego sera i pierś kurczaka.
sporo, prawda? nie mówiąc o innych rzeczach, które trafiły dziś do mojego żołądka.

5 komentarzy:

  1. Sporo? Ja leżę chory i jem jakieś masakryczne ilości jedzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz jem dużo, wolę nie wiedzieć, ile będę pochłaniał, jak zacznę znowu intensywniej trenować. Ale to też urok sportu. Smacznego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Organizm woła jeść - to trzeba mu dać. On często jest mądrzejszy od nas (o ile oczywiście nie wpoimy mu złych nawyków).

    OdpowiedzUsuń
  4. Widać Twój organizm sam wie, czego mu trzeba. Grunt to nie zapychać się śmieciami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No nieźle to wytrwałości Ci życzę. Ale węglowodany też wsuwasz?? No bo z czegoś ta energia musi być :-) Tak mi mówili

    OdpowiedzUsuń